|
Urbanistyczny wizerunek polskich miast pozostawia wiele do życzenia. Czynników będzie wiele i na pewno nie mylą się ci, którzy wskażą wpływ minionej epoki, gdzie hotel „kwadraciak” stał nierzadko przy zabytkowym zamku, niemniej i obecnie sytuacja nie wygląda o wiele lepiej. Często buduje się po prostu z przypadku, a patrząc na niektóre rozwiązania urbanistyczne trudno nie zadać sobie pytania kto na nie pozwolił.
Otóż, okazuje się, że sprawa wcale taka prosta nie jest. Wydawanie planów zagospodarowania przestrzennego nie jest obowiązkowe, a pozwolenia na budowę miasto czy gmina wydawać może na podstawie decyzji o warunkach zabudowy, zwanych potocznie wuzetkami. Takie rozwiązanie pozornie jest korzystne dla jednostek administracyjnych, bo gmina nie musi się martwić o zapewnienie infrastruktury, czy wykopywanie gruntów. Z drugiej strony wuzetka daje deweloperom niemal wolną rękę.
I tu zaczyna się problem, bo inwestorzy nie muszą się przecież liczyć z wolą mieszkańców danego rejonu, czy nawet z polityką administracyjną miasta. Mogą – mówiąc oczywiście w uproszczeniu – budować jak popadnie.

Miasta często nie stać przygotowanie planów i wnoszenie opłat z tytułu odszkodowań, gdyż późniejsze wpływy po wykonaniu inwestycji (np. wpływy z tytułu najmu) są niewspółmiernie niższe. Wydawane są więc wuzetki. Oczywiście pojawiają się głosy krytyki, że prawo własności nie powinno stanowić prawa do zabudowy, jednak w Polsce stanowi. Dochodzi nawet do takich sytuacji jak stawianie domów na terenach zagrożonych powodzią, gdzie wiadomo że budynki te narażone będą na podtapianie, ale gdy nie ma planu gmina jest bezradna.
Wiadomo, że w Wielkiej Brytanii sytuacja wygląda zgoła inaczej. Tu o pozwolenie planistyczne występuje się do samorządu, a zgoda wydawana jest po spełnieniu określonych warunków. Inwestorowi nie przysługuje również np. zwrot pieniędzy za uzbrojenie terenu, w Polsce inwestorzy domagają się takiego zwrotu. Jeśli, więc chodzi o rozbudowę, to powiedzieć by można, ze w Polsce panuje liberalizm, ale czy zarazem i nie anarchia?
Po okresie PRL-u przywiązanie Polaków do własności prywatnej jest dość zrozumiałe, ale przecież należy się również kierować innymi racjami. Argumenty o estetycznym wyglądzie urbanistycznym miast nie są bezpodstawne. Eksperci domagają się zmian, niemniej nauczeni doświadczeniem podkreślają również, że nikłe są szanse na owych zmian wprowadzenie.
Artur Wielgus Źródło: polityka.pl
|