|
Jakiś czas temu znajomy powiedział mi: - Niektórzy siedzą tu po parę lat i nawet nie widzieli London Eye. Żyją tylko pracą i nawet nie chce im się pofatygować, żeby zobaczyć cokolwiek. Londyn to światowe miasto, gdzie nie brakuje atrakcji do zwiedzania, no i przecież, za wiele z nich nie trzeba nawet płacić.
Trudno nie przyznać mu racji, wszak jeśli można zobaczyć coś wartego wysiłku, a przy tym za darmo – to właśnie tylko o ten wysiłek, a raczej dobra wolę chodzi. Moi koledzy pracowali doraźnie z paroma Ślązakami 5 lat temu. Sympatyczni i kordialni Ślązacy pracowali przy zmywaniu naczyń, a że restauracja prosperowała dobrze – zajęcie ich było przez 6 dni w tygodni rozbite na dwie transze. Wolną mieli tylko niedzielę, ale i tak opowiadali, że jeździli, gdzie tylko się dało. Moim zdaniem – zupełnie słusznie.
Bo, chyba większość z nas nurtuje pytanie: Co odpowiem, po powrocie do polski zapytany, co w Anglii widziałem? I nie chodzi mi tu o quazisnobizm, próżne chwalenie się tym, czego to się nie widziało. Chodzi o wrażenia dla samego siebie. Widziałem coś, co zrobiło na mnie wrażenie, więc jestem o tę krztynę doświadczenia i poznania bogatszy.
Życie, to nie tylko praca i wie to każdy, komu zdarzyło się tu pracować. Oczywiście, wszyscy jesteśmy tu po to, żeby zarobić – późniejsze plany są różne, w zależności od indywidualnej postawy człowieka. Niektórzy chcą tu zostać, inni powrócić. Jednakże, nie samą pracą człowiek żyje.
Słyszę nieraz rozmowy w metrze o tym np., że jeden młody Polak zachęca drugiego do pójścia choćby na stadion Arsenalu, czy Wembley. To pocieszające – ci ludzie mają jakąś pasję i realizują ją, gdy zaistniały ku temu warunki. Mnie nie chodzi o to, by każdy przymusowo musiał „zaliczać” British Museum, Tate Modern, czy teatr Szekspira The Globe. Nie w tym rzecz, wszak każdy kocha, co lubi. Ale może warto nieraz, choćby eksperymentalnie udać się tam, gdzie się jeszcze nie było. Nie wiemy jak zareagujemy na coś nieznanego, właśnie dlatego, że tego nie doświadczyliśmy.
Nie byłoby dobrze, gdybyśmy zostali zaszufladkowani, jako ci, którzy nie są ciekawi świata poza czubkiem swojego nosa, lokalnym pubem, czy polskim sklepem. Wcale nie twierdzę, że tak jest, bo zdaje się dociekliwość, jak niewiele innych cech leży w naturze Polaka.
I oto chodzi – syćmy tę dociekliwość ile można.
Artur Wielgus
|