|
Od paru dni w prasie i na internetowych stronach dość szeroko dyskutowana jest sprawa odpływu polskich emigrantów z Wysp Brytyjskich. Takie tytuły jak Observer, czy Guardian, a za nimi media Polskie skupiają się na analizie zamówionego przez brytyjską Komisję Równości i Praw Człowieka raporcie przygotowanym przez Migration Policy Institute.
Rzeczywiście, dokument ten może wzbudzić dyskusję, gdyż zwraca uwagę na wiele problemów, jeśli nawet nie nowych, to na pewno istotnych.
W 2007 roku, a więc jeszcze przed kryzysem 89% imigrantów z tzw. grupy A8 (państwa, które weszły do unii Europejskiej 1 maja 2004, z wyjątkiem Cypru i Malty) zarabiało mniej niż 400 funtów tygodniowo. Tyle zarabiało wtedy 57% ludności miejscowej. Na przestrzeni całego roku 2007 zarobki imigrantów z A8 to 60-70% średniej płac miejscowych. Zarobki imigrantów z Pakistanu w latach 2005-8 nie odbiegały zasadniczo od miejscowych.
Nie chodzi o żadne antagonizmy, ale ktoś może zadać sobie pytanie, dlaczego przybysze z Europy środkowowschodniej byli wynagradzani niżej niż emigranci z innych państw? Oczywiście odpowiedzi mogą być różne. Najbardziej logiczne będzie chyba stwierdzenie, że Pakistańczycy mają przecież o wiele dłuższą, jeśli można to tak nazwać emigracyjną tradycję, więc pewnie przez te lata doczekali się lepszych zarobków. Sprawa następna, o której zresztą mówi raport, to to, że przybysze z naszych stron często wykonują prace niewymagające wielkich kwalifikacji, a więc i nisko płatne.
Z tym też wiąże się wielokrotnie poruszany problem podejścia do imigrantów ludności miejscowej. Na tym tle może dochodzić do antagonizmów, gdy Brytyjczycy pomyślą, że przybysze zabierają im prace. Nieważne, że takie myślenie jest mitem, co niejednokrotnie poruszano w programach telewizyjnych o emigracji. Problem pozostaje problemem. I należy się spodziewać, że będzie on podsycany przez niektóre brytyjskie organizacje, czy partie polityczne.
Krzepiące w raporcie jest to, że ludzie z A8 cieszą się dobrą opinią u pracodawców. Są cenieni za solidność i poszanowanie pracy. Należą do tej kategorii pracowników, których zatrudnia się chętnie. Ma to też odbicie w cyfrach – ci emigranci nadspodziewanie dobrze radzą sobie z bezrobociem. 95% mężczyzn i 80% kobiet z tej grupy znajduje pracę po przyjeździe, a stopa bezrobocia dotknęła imigrantów A8 w skali 5%, przy 7, 8% pracowników miejscowych i 12% wśród imigrantów z Indii, Pakistanu i Bangladeszu.
Wynikałoby z tego, że Polacy – wszak oni stanowią 70% grupy A8 radzą sobie na wyspach dobrze.
Jednak zdają się tego nie potwierdzać kolejne cyfry raportu. Wynika z nich, że obecnie na terenie Wielkiej Brytanii zostało około pół miliona Polaków. W roku 2004 fala nowej emigracji wyniosła 1, 5 mln osób, z czego milion stanowili Polacy.
Z jednej strony wytłumaczeniem przytaczanym na prasowych łamach, a nieobcym każdemu chyba emigrantowi będą wysokie (zwłaszcza w Londynie) koszty utrzymania. Z drugiej strony, pamiętamy zapewne jak jeszcze jakieś półtora roku temu kwestię masowego „odpływu” Polaków demonizowała brytyjska prasa. Ja sam podczas spotkań z brytyjskimi biznesmenami, czy przedstawicielami organizacji byłem ciągle indagowany, czy to prawda, że Polacy masowo wyjeżdżają. Rzeczywistość okazywała się inna. Wreszcie, sprawa szalenie istotna, to kryteria pomiaru takich badań. Przecież rzeczywistą liczbę każdej grupy imigrantów ustalić jest bardzo trudno, a kryteria, że tak powiem oficjalne (rejestracja WRS, czy w służbie zdrowia itd.) często zawodzą.
Chociaż może faktycznie Polaków na wyspach ubywa? O tym mogą też świadczyć badania przeprowadzone przez Narodowy Bank Polski. Według nich wartość przelewów pieniężnych do kraju spadła w 2009 roku o 1/5. W 2008 r. Polacy ogółem z zagranicy przesłali 3, 9 mld euro, a w trzech kwartałach następnego roku 2, 7 mld. Badanie pokazuje też wielkość ekonomicznej siły emigracji – w przeciągu pięciu lat naszej bytności w UE Polacy z zagranicy przysłali do kraju 70 mld euro. To niebagatelna kwota.
Jak, więc jest z tym odpływem? Ja sam nie przeprowadzałem żadnych badań, jednak docierające do mnie opinie naszych rodaków w Wielkiej Brytanii są prawie zawsze pozytywne. Można nawet powiedzieć, że w opowieściach przewija się ten sam schemat. Najpierw frycowe płacone w postaci pracy poniżej kwalifikacji, potem stopniowy awans i rozpoczęcie własnej działalności. Oczywiście, to wytłumaczenie tylko częściowe, bo przecież nie wszyscy muszą się zajmować biznesem. Jednak, wbrew temu, co zwykło się mówić o polskim „narzekactwie” mieszkający tu są raczej nastawieni optymistycznie.
A to przecież niemało.
Artur Wielgus Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, tvn24,pl, wnp.pl
|