|
Do Anglii przyjechał 4, 5 roku temu, zachęcany opowieściami kolegów. – Mówili, że zarobię spokojnie 7 tys. zł miesięcznie. Rzeczywistość okazała się inna…
Co dalej…?
W Polsce Krzysztof pracował w Philips Lighting Poland w Pile, praca ta jednak nie miała zawsze charakteru ciągłego. Koniec końców wyjechał do Londynu. Początki nie były łatwe. Bez znajomości języka, zaczął pracę w myjni samochodowej. Po pewnym czasie, przeniósł się do drugiej myjni i – jak mówi – było jeszcze gorzej. W lutym, nawet w Anglii pogoda jest raczej chłodna i wietrzna, ten, kto pracował w myjni wie, co to znaczy. Ciągłe problemy ze skórą, wilgoć i wiatr. Zdawał sobie sprawę, że praca, 11 godzin dziennie praktycznie wyklucza poszukiwania innej posady. Pieniądze zaczynały się topić. – Doszło do tego, że nie miałem już nic do jedzenia. Za 4 funty kupiłem makaron, cukier i keczup. Jadłem to przez 2 tygodnie. Poza tym nie znałem języka, a moi znajomi powoli zaczęli wyjeżdżać do Polski.
Baloniki
Pewnego razu wpadł na pomysł. – Z Polski znałem jednego faceta, który sprzedawał nad morzem baloniki. W lokalu, gdzie mieszkałem, pożyczyłem od kolegi 8 funtów – tyle kosztowało pudełko, mieszczące 100 baloników. Poszedłem do Hyde Parku i zacząłem je sprzedawać funt za sztukę, więc 8 sprzedanych dawało mi całą paczkę. Tak się zaczęło. Rozwinąłem się do tego stopnia, że nie było chyba festynu w Londynie, na którym nie sprzedawałbym baloników. Jeździłem też do Brighton. Potrafiłem sprzedać po 200-300 baloników dziennie! Zajmowałem się tym całe wakacje.
Za ciosem
Za odłożone pieniądze kupił pierwszego vana. Inwestycje wykorzystał do następnego przedsięwzięcia – przeprowadzek. – Wtedy, czyli jakieś 4 lata temu, w tej branży był istny boom. Brałem po 60-50 funtów od przeprowadzki. Zarabiałem dziennie ok. 400-500 funtów! Zamówienia miałem na 2-3 tygodnie do przodu. Pracując tylko z jednym samochodem dało się wtedy zarobić nawet 800 funtów dziennie.
Toteż koniunktura sprzyjała, więc Krzysztof zainwestował i rozszerzył działalność. Kupił większą ciężarówkę i zajął się dodatkowo transportem materiałów budowlanych i wywozem śmieci. Obecnie jednym z jego zajęć jest transport piasku, betonu, oraz innych materiałów i elementów. Prawie spłacił już dom, chce posiedzieć w Wielkiej Brytanii jeszcze jakiś czas, a potem? - Cóż, zobaczymy…
Rubbish jest złotem
Każdy, kto pracował w UK wie, że w tym kraju wyrzuca się do śmieci sporo. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że często do skipów trafiają rzeczy działające, ba! nawet nowe. - Marnotrawstwo jest w Anglii straszne! Kiedyś na Victorii, jeden z klientów, Amerykanin przyjechał, gdy projekt był już gotów i oświadczył, że nie podoba mu się zamontowana kuchnia. Pada pytanie:, co robimy? On na to, że chce wymienić kuchnię, a tę wyrzucić. Poprosiłem moich chłopaków o demontaż, zapłaciłem im po 200 funtów i miałem nową kuchnie! Z czasem te wyrzucane rzeczy zaczęły się gromadzić. Ja, w Polsce zaopatrzyłem całą rodzinę w telewizory plazmowe. Oddany mi kiedyś, przez pewna kobietę zegarek sprzedałem na Ebayu za 300 funtów. Na nietypowe znaleziska nigdy jednak nie trafiłem, lecz opowiadano mi o monetach i innych drogocennościach. Nieraz myślę, że w tym kraju ludzie maja za dużo pieniędzy, bo wyrzucają rzeczy całkiem nowe.
Kręta droga śmieci
Po odebraniu śmieci od klienta, Krzysztof wywozi je na wysypisko. Ma podpisane umowy z paroma takimi obiektami. Następnie odpadki zostają segregowane i przetwarzane na innych wysypiskach. Z drewna robi się trociny, złom i beton sprzedaje itd. – My płacimy za zrzut na wysypisko, a oni jeszcze na tym, co zrzucimy nieźle zarabiają – kwituje.
Wnioski końcowe
Zdaniem Krzysztofa, obecnie w UK nie ma już tak dobrej koniunktury biznesowej jak kiedyś, choć nie jest źle. – Funt spadł, ludzie w Polsce, lokujący oszczędności w tej walucie – stracili. Rynek tu jest tak chłonny, że da się prowadzić działalność, trzeba chcieć. Nie będzie to jednak tak proste, jak, dajmy na to 4 lata temu. Załóżmy, że ktoś chce startować w mojej branży – za samą ciężarówkę musi zapłacić ok. 30 tys. funtów. Polacy, zarabiający teraz 250-300 funtów tygodniowo i mający na utrzymaniu rodziny w kraju będą wracać do domu z oczywistych względów. Nie twierdzę, że jest źle. Ja poradziłbym sobie bez mojej firmy. Mam wykształcenie i praktykę w zawodach: hydraulik-ślusarz i mechanik samochodowy. Poza tym znam Londyn jak własna kieszeń i mam prawo jazdy na wszystkie kategorie.
Moja recepta na sukces to: wytrwałość przede wszystkim. Trzeba też być cierpliwym i umieć nie oszaleć w tym mieście. Może każdy tak powie, ale ciężka praca, to gwarancja sukcesu.
Artur Wielgus
|