|  |
| | |
|
Po trosze arty¶ci, po trosze in¿ynierowie |
07 maj 2009 | godz. 18:53
aktualizacja
|
|
|
|
|
| |
|
Rozmowa z Romanem Ha³atem – architektem
|
|
|
|
|
|
W Wielkiej Brytanii jeste¶ od siedmiu lat. Teraz pracujesz, jako wolny strzelec?
Przez 6 lat pracowa³em w kilku londyñskich pracowniach architektonicznych. Bra³em udzia³ w projektach bardzo ró¿nej skali, od rozbudówek wiktoriañskich domków, po wie¿owiec biurowy w Canary Wharf. W tym okresie zdoby³em odpowiednie kwalifikacje, do¶wiadczenie, wiedzê i pewno¶æ siebie, aby zdecydowaæ siê na w³asn± dzia³alno¶æ. Ale ostatnie parê miesiêcy to nie by³ najlepszy okres na rozkrêcanie interesu. Mam na my¶li kryzys. Prowadzi³em kilka projektów, ale obecnie wiêkszo¶æ z nich jest wstrzymana. Teraz pracuje, jako tzw. freelancer (wolny strzelec) w pracowniach znajomych architektów. Odpowiada mi taki niezale¿ny uk³ad. Mogê równocze¶nie prowadziæ w³asne projekty i jako¶ przetrwaæ ten trudniejszy okres.
Jak my¶lisz, ilu jest polskich architektów w Londynie?
My¶lê, ¿e nie mniej ni¿ stu. Wiêkszo¶æ pracuje w londyñskich pracowniach, zdobywaj±c cenne do¶wiadczenie, które przyda im siê pó¼niej w Polsce, czy gdzie indziej, jakkolwiek potoczy siê ich kariera. Ale znam te¿ osoby, które powoli próbuj± zak³adaæ w³asne interesy. Mówiê tu o nas, ludziach, których nazywam „pokoleniem, po 2004”, czyli tych, którzy przyjechali tu po, lub nieco przed otwarciem brytyjskiego rynku pracy dla Polaków. Jeste¶my jeszcze do¶æ m³odzi, potrzebujemy nieco wiêcej do¶wiadczenia i kontaktów, aby ³atwo przechodziæ na swoje. Ale to siê bêdzie teraz zmieniaæ. My¶lê, ze wkrótce polscy architekci bêd± zak³adaæ w³asne pracownie.
Polscy budowlañcy maj± tu renomê fachowców, a architekci?
Wydaje mi siê, ¿e równie¿. Osobi¶cie nigdy nie mia³em w pracy problemów. Zreszt± w architekturze nie ma znaczenia, z jakiego kraju siê pochodzi. Nie przypominam sobie, aby w mojej pracy kto¶ by³ faworyzowany albo dyskryminowany ze wzglêdu na swoje pochodzenie. Czasami ma znaczenie, jak± ukoñczy³o siê uczelniê, ale to jak w ka¿dej profesjonalnej dziedzinie. Polacy w UK maj± generalnie opiniê bardzo pracowitych ludzi. Pod wzglêdem wiedzy, zdolno¶ci technicznych, komputerowych, managerskich, ambicji i przede wszystkim talentu te¿ nie odstêpujemy od reszty.
Praca architekta obejmuje ca³e spektrum procesów i projektowania. Na jakie trudno¶ci jest on najczê¶ciej nara¿ony?
Proces projektowy jest wieloetapowy i na ka¿dym etapie pojawiaj± siê inne trudno¶ci. Na samym pocz±tku na przyk³ad, przychodzi nam rozmawiaæ z inwestorem o koncepcji architektonicznej na dany projekt. Nierzadko nasze pomys³y nie zgadzaj± siê z pomys³ami klienta i na odwrót. To bardzo trudny moment, bo przecie¿ nie chcemy klientów ani uraziæ ani straciæ. Z drugiej strony nie chcemy budowaæ czego¶ niezgodnego z naszym sumieniem, stylem czy estetyk±. Nie chodzi tu o arogancjê, o któr± czêsto jeste¶my pos±dzani. Chodzi bardziej o odpowiedzialno¶æ przed sob±, zleceniodawca, ale równie¿ spo³eczeñstwem. Efekty naszej pracy s± ogl±dane i oceniane nie tylko przez autora i klienta, ale przez wszystkich. Stoj± przecie¿ na ulicach, placach, przedmie¶ciach, w plenerze, czyli s± widoczne z przestrzeni publicznej. To du¿a odpowiedzialno¶æ i wiêkszo¶æ z nas ma do tego wielki respekt.
Na szczê¶cie wiêkszo¶æ klientów ma dobry gust i pomys³y, które czasami nale¿y tylko sklaryfikowaæ, dopracowaæ, co¶ dodaæ, a co¶ pomin±æ. W mojej praktyce zawsze najpierw uwa¿nie s³ucham tego, jak klient wyobra¿a sobie swoj± inwestycjê. Wtedy przewa¿nie powstaje jaki¶ punkt zaczepienia, du¿o dyskutujemy, zwykle przygotowujê kilka alternatyw i powstaje koncepcja. To bardzo wa¿ne, aby inwestor aktywnie uczestniczy³ w procesie projektowym. Wtedy architekt jest jakby konsultantem, doradza a nie narzuca swojej idei. To w³a¶ciciel, nie architekt, bêdzie mieszka³, pracowa³ lub u¿ywa³ budynku i ja to zawsze mam na uwadze. Komunikacja, umiejêtno¶æ przedstawienia, przekazania koncepcji architektonicznej jest bardzo istotna w naszym zawodzie. Pocz±tek procesu projektowego jest, wiêc bardzo trudnym, ale te¿ najprzyjemniejszym etapem.
Co jest najbardziej charakterystyczne dla architektury londyñskiej?
Big Ben (¶miech). A tak powa¿nie to rzêdy wiktoriañskich szeregówek. Oprócz centrum, wiêkszo¶æ powierzchni miasta, a szczególnie przedmie¶æ jest nimi zabudowana. Brytyjczycy je kochaj± i zreszt± nie ma siê, co im dziwiæ. Wiêkszo¶æ tych domów stoi ju¿ ponad 100 lat i ca³kiem dobrze siê trzyma. Nie mo¿na tego powiedzieæ o taniej zabudowie socjalnej lat 50-tych czy 60-tych. Wiktoriañskie szeregówki to zreszt± fenomen w skali ¶wiata. Nigdzie indziej nie wybudowano takiej ilo¶ci, tak dobrej jako¶ci mieszkañ dla robotników. Patrz±c z historycznego kontekstu, z jednej strony Wielka Brytania czerpa³a wtedy du¿e dochody ze swoich kolonii, z drugiej rewolucja przemys³owa, wiec mo¿na powiedzieæ, ¿e by³y na to pieni±dze. Co jest warte podkre¶lenia, ¿e na tych zyskach skorzysta³o ca³e spo³eczeñstwo. Je¶li mówimy o budownictwie na masow± skalê, to dla porównania w Polsce mamy blokowiska z wielkiej p³yty. Co i tak nie jest najgorzej, bo w Indiach czy Ameryce Po³udniowej maj± slumsy.
Dla nas architektów, w zabudowie wiktoriañskiej interesuj±ca jest, jak ju¿ wspomina³em, solidno¶æ ich wykonania. W swojej prostocie s± równie¿ ¶wietnym tworzywem do przeróbek, rozbudowek i adaptacji. Dziewiêtnastowieczne budynki, po drobnej interwencji, mog± bez problemu sprostaæ wymaganiom nowoczesnej rodziny dwudziestego pierwszego wieku.
Dlaczego za dom np. na Holland Park trzeba zap³aciæ 11 mln funtów, a za taki sam w innej dzielnicy, powiedzmy 2 mln?
Dlatego ¿e na Holland Park jest po prostu ³adnie i wielu chcia³oby tam mieszkaæ. Mieszkaæ tam jest te¿ modnie, szczególnie w¶ród milionerów, dlatego nieruchomo¶ci s± tam drogie. Pracowa³em kiedy¶ nad remontem i rozbudow± willi na Holland Park. Nasi klienci kupili dom za 10 mln funtów. Sporz±dzili¶my dokumentacjê do podania o Planning Permission i Listed Building Consent. Kiedy dostali¶my pozwolenie na budowê, cena nieruchomo¶ci podwoi³a siê, mimo ¿e ¿aden budowlaniec nie wbi³ nawet ³opaty w ziemiê. Projekt zak³ada³ m.in. budowê basenu, si³owni, kina i gara¿u na kilka samochodów pod ogrodem. W drogich dzielnicach w³a¶ciciele czêsto decyduj± siê na takie rozbudowy, bo ka¿dy metr kwadratowy dodany do powierzchni budynku, nawet pod ziemi±, powiêksza jego warto¶æ.
A jaka dzielnica najbardziej podoba siê tobie, jako architektowi?
Podoba mi siê Islington, gdzie mieszkam. Jedyne, co psuje urok tej okolicy to tzw. zabudowa „councilowska”, czyli tanie i brzydkie budownictwo socjalne z lat 60-tych i 70-tych. Lubiê te¿ Camden Town, bo ma swój charakter. Kensington i Chelsea s± oczywi¶cie bardzo ³adne.
|
|
|
|
|
|
|
| | |
|
|
| |