|
Jaki jest profil działalności firmy?
To profil ogólnobudowlany. Wymienić tu można praktycznie wszystko, co związane jest z budową: remonty, rozbudowy, budowa ogólna, adaptacja strychów i poddasz, oraz montaż instalacji elektrycznych i hydraulicznych. Zajmujemy się też instalacją systemów ogrzewania słonecznego.
Ile osób pan zatrudnia?
Przeważnie od 8 do 15, w zależności od natężenia prac. Pracują u mnie wyłącznie Polacy. Nie ma w Londynie lepszych fachowców w branży budowlanej, choć, oczywiście i wśród naszych rodaków zdarzają się „papraki”. Staram się mieć stały skład sprawdzonych ludzi. Z tymi dochodzącymi bywało różnie.
Firma jest zrzeszona w Federation of Master Builders. Co to daje?
Realne korzyści, są takie, że co jakiś czas dzwonią do nas klienci, będący w kontakcie z Federacją. Zrzeszenie ma też znaczenie prestiżowe, bo do FMB nie każdy może się dostać. Dla indywidualnego, przeciętnego klienta, logo federacji ma jednak niewielkie znaczenie.
Czym zajmował się pan w Polsce?
Nie miałem do czynienia z branżą budowlaną. Pracowałem w ochronie, w konwojach. Tam płacili mało, a praca łączyła się z olbrzymim ryzykiem utraty zdrowia lub życia. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej pojawiła się możliwość wyjazdu, więc z niej skorzystałem.
Jako ochroniarz, jak ocenia pan, zatem ochronę Wielkiej Brytanii?
Wygląda to śmiesznie. Podjeżdża bankowóz, wychodzi z niego dwóch ludzi, o ile jest w ogóle drugi ochroniarz, w kasku, bez broni. Tylko wyrwać im torbę i uciec (śmiech). Fakt, że w Wielkiej Brytanii bardzo rozwinięty jest monitoring, jednak ochroniarz jest kompletnie bezbronny. W Polsce, nawet przy uzupełnianiu bankomatu udział biorą 3 osoby: tzw. skarbnik plus dwóch pracowników ochrony fizycznej. Pierwotnie chciałem pracować tu, w firmie ochroniarskiej. Pokazałem swoja licencję, pozwolenie na broń, dokumenty z ministerstwa, ale oświadczono mi, że te dokumenty są tu nieważne. To absurdalne. Poza tym w Polsce licencję robi się pół roku – tu 2 dni.
Jaki jest terytorialny zakres działalności firmy?
Londyn południowy, centrum miasta i część północy.
Może pan wymienić najbardziej nietypowe zlecenie?
Podjęliśmy się kiedyś przebudowy domu na Wimbledonie. Trzeba było dom całkowicie przebudować, jedna stronę domu trzeba było podeprzeć, wybrać fundamenty, wylać nowe i dopiero rozebrać ścianę do samej góry, rozbudować od strony ogrodu i zaadoptować poddasze na piętro mieszkalne. W pewnym momencie z 3-piętrowego domu zostały tylko dwie ściany bez stropów i dachu. Skomplikowana operacja.
Jak ocenia pan rynek brytyjski?
Duży i fajny. Można przebierać w ofertach. W Polsce wszystko rozbija się o biurokrację i opłaty – ZUS, podatki, to od razu cios. Tu przez pierwsze 2 lata nie wiedziałem, co to podatek, bo wg prawa po roku działalności jest jeszcze prawie rok na uiszczenie płatności podatkowych. Trzeba mieć tylko pomysł i można rozwinąć skrzydła.
Kto stanowi klientelę Wilhelm-Construction?
W dużej mierze Brytyjczycy, sa to klienci indywidualni pozyskiwani za pośrednictwem biur projektanckich lub z polecenia innych klientów. Współpracuję też z firmami polskimi świadcząc usługi w zakresie instalacji hydraulicznych i elektrycznych.
Czy Polacy, jako budowlańcy są dla Brytyjczyków tani?
W moim przypadku tak było na początku, walczyłem o klientów oferując konkurencyjne ceny. Potem sytuacja się odwróciła i to oni zaczęli zabiegać o nas, teraz elementem przetargowym nie jest juz cena, ale jakość i czas. Czasami bywa tak, że gdy nie chcę brać jakiejś pracy, to zawyżam cenę, a klienci i tak się godzą.
|