|
Kiedy firma wystartowała w Londynie?
Praktycznie działalność firmy można datować od zorganizowania targów Poland Property Show, które odbyły się w dniach 7-8 grudnia zeszłego roku, i okazały się wielkim sukcesem. Na podstawie zapytań, które zebraliśmy na targach, przeprowadziliśmy badania, dzięki którym oceniliśmy potrzeby klientów i dziedziny zainteresowania rynkiem nieruchomości
Jaki jest profil firmy?
Zajmujemy się, pośrednictwem w obrocie nieruchomości rynku pierwotnego, wtórnego jak również inwestycji komercyjnych. Pierwotny, to rynek deweloperski, czyli nowo wybudowane mieszkania, a wtórny to second hand, czyli nieruchomości z drugiej ręki, rynkiem komercyjnym nazywamy nieruchomości przeznaczone na wszelaką działalność gospodarczą. Zajmujemy się pośrednictwem sprzedaży jak i również pracujemy w bliskiej współpracy z konsultantami kredytowymi, aby zapewnić naszemu klientowi najlepsza obsługę. Odnośnie wynajmu i zarządzania – korzystamy z firm lokalnych.
Jakie, Pana zdaniem są podstawowe różnice między rynkiem nieruchomości w Polsce i Wielkiej Brytanii?
Różnice tkwią szczególnie w stereotypie myślenia Brytyjczyka i Polaka a na pewno bardzo dużą role odgrywają produkty bankowe, czyli oferty „kredytów hipotecznych”. W UK rynek nieruchomości jest o wiele bardziej rozwinięty i dotyczy to również produktów kredytowych, czyli różnych możliwości finansowania inwestycji.
Charakteryzuje się również dużą różnicą w produktach i systemie prawnym. W Polsce cały czas pokutuje model „spółdzielczo-własnościowy”, który charakteryzuje się ograniczonym prawem rzeczowym. Tu z kolei mamy free hold, czy lease hold. Rozpatrzmy taki przykład: ktoś ma działkę, a ktoś pieniądze na budowę domu. W Polsce ci ludzie podzieliliby się ewentualnym zyskiem. Tu, ta kwestia może wyglądać inaczej: właściciel działki może ją wypożyczyć budującemu na jakiś okres czasu, zazwyczaj na 100 lat. Po upływie tego czasu, właściciel tej działki może zmienić przeznaczenie danej nieruchomości.
I w tym wypadku wartość danej nieruchomości zależny również od pozostałych lat dzierżawy gruntu, na którym została wybudowana inwestycja.
Zarządzanie i wynajem - tutaj różnice są nie mniejsze, klient brytyjski jest przyzwyczajony do kompleksowej obsługi dochodzącej do takich szczegółów, jak sprzątanie danego mieszkania którą on sam traktuje tylko jako inwestycje i nawet zdarza się ze nie przyjedzie do mieszkania nawet raz w roku.
W Polsce cały czas się uczymy, i można zauważyć, że jest niewiele firm na rynku oferujących taką kompleksową usługę. Tu oczekiwania, co do firm zarządzających nieruchomościami są wysokie. Popularną metodą jest też short letting, tzn. wynajem na krótki czas. Jest to bardzo dobry sposób na prowadzenie biznesu, bo nieruchomość może być droga ze wglądu na lokalizacje, ale poprzez short letting koszta się zwracają i nawet kreuje to zysk.
W Polsce rynek jest w stadium rozwoju i firmy zaczynają myśleć o rozwiązaniach tego typu. 20% deweloperów przygotowuje produkt, by wykańczać nowe mieszkania i nimi zarządzać. Natomiast inwestorzy brytyjscy i irlandzcy, znając mechanizmy zarządzania nieruchomością pragną wpasować się w polski rynek.
Kto stanowi klientelę firmy?
W 75% Polacy, wszak obracamy nieruchomościami w Polsce. Przeważnie są to młodzi ludzie, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii od 2 do 5 lat. Ludzie ci zaoszczędzili pieniądze poszerzyli horyzonty, maja lepszą zdolność kredytową i skalę porównawczą. Widzą, co tu się dzieje, i widza jak można zarobić na nieruchomościach lub po prostu zainwestować dla siebie. Nie wszystkich Polaków stać na to, by brać tutaj kredyty, ale np. w Krakowie, czy Warszawie ceny mieszkań zbieżne są z cenami w niektórych rejonach Wielkiej Brytanii – w Manchesterze na przykład można kupić dom za 120-150 tys. funtów, co po dzisiejszym kursie 4.28 - można porównać z cena mieszkania 70-metrowego w Warszawie czy Krakowie.
Czy współpracujecie z polskimi firmami remontowymi?
Jak najbardziej. Klient – nasz pan, tą zasadą się kierujemy. Zazwyczaj firmy wykończeniowe leżą w gestii dewelopera, jeżeli jednak deweloper nie współpracuje z ekipą remontową – my korzystamy z pomocy zaprzyjaźnionych firm. To też zależy od lokalizacji oczywiście.
Jak postrzega Pan interakcje polsko-brytyjskie na gruncie rynku pracy?
Cóż... nie ma się co oszukiwać, że byliśmy początkowo postrzegani jako tania siła robocza. Z tego też powodu Polacy byli dużą konkurencją dla pracowników miejscowych. Jakość polskich usług była równie dobra, a nawet lepsza. Trzy lata temu, gdy Polak zarabiał 80 funtów dziennie – był zadowolony. Kontent był również pracodawca brytyjski, bo oszczędzał, a praca była wykonana solidnie. Teraz to się zmieniło – Polacy zaczynają zarabiać jak Brytyjczycy, więc ci mogą mieć do nas żal, a to, że zabieramy im pracę. Rzecz następna – Polaków przyjechało tu bardzo wielu i Brytyjczycy stracili klientów, bo my często pojmujemy określone kwestie inaczej. Polacy – oczywiście nie wszyscy – kierują się zasadą: ,,Biznes to biznes’’ i jeśli mogą pozyskać klienta od kogokolwiek, to są zadowoleni. Tu, na czym innym kwestia polega – nie zabiera się klientów związanych z kimś parę lat, oni pielęgnują swoje kontakty. Dochodzi jeszcze, niestety sprawa nieuczciwości. Brytyjczycy o to wszystko mają do nas pretensje. Na pewno każda strona ma swoje racje.
Czy istnieje recepta na sukces i co jest najważniejsze w biznesie?
Recepta... Moim zdaniem jest prosta: podjąć działanie, można pięknie mówić i mieć świetny biznesplan, lecz, to wiele nie zmieni. Potrzeba praktyki. W biznesie najważniejsze jest wstrzelenie się z odpowiednim pomysłem w odpowiedni moment, a przede wszystkim konsekwencja w działaniu. Nam wypaliło – wszyscy inwestują w nieruchomości, trzeba było, więc to wykorzystać.
|